Logowanie do konta użytkownika
Konto użytkownika
Imię i nazwisko/nick
E-mail
Hasło
Powtórz hasło
Newsletter
Więcej
Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/biolit/domains/blizej-zdrowia-blizej-natury.pl/public_html/includes/header.php on line 1123

Pradawne moce drzew

25 września 2018
Autor: Bogna Wernichowska

W obyczajach wszystkich ludów, we wszelkich historycznych epokach były uosobieniem siły, witalności, wiecznego odradzania się. Poświęcane bóstwom otoczone religijnym kultem, darzone szacunkiem – ileż pokoleń wierzyło że w świętym gaju, czy w cieniu pojedynczo rosnących potężnych drzew pokrzepią siły – tak ciała jak i ducha, w szumie liści usłyszą dobrą radę, uwolnią się od trosk.

Dzięki mitom, ale i zapisywanym przez kronikarzy historycznym przekazom wiadomo, że w antycznej Grecji sławna była wyrocznia w Dodonie, w Epirze. Rósł tam gaj poświęconych bogu Zeusowi starych dębów, a których liści i spadających z drzew gałązek przepowiadano przyszłość. Pragnący zasięgnąć rady przychodzili – najlepiej o wschodzie słońca – bądź w samo południe, do świętego lasu, zwracali się do strzegących drzew kapłanów prosząc o wróżbę. A później oczekiwali wsłuchując się w szum liści i gałęzi. Dobrym znakiem były spadające z drzew zielone liście, a przede wszystkim drobne gałązki z żołędziami – zapowiadały powodzenie we wszelkich zamiarach. Za zły prognostyk poczytywano gdy wiatr zrzucił w odpowiedzi połamane, suche patyki albo liście skażone naroślami czy na wpół zwiędłe.

Święte dęby czcili także Germanie, Słowianie, Litwini. U stóp drzew odprawiali religijne obrzędy, składali ofiary. Sprawowali sądy, zbierali się aby radzić w ważnych dla społeczności sprawach.

Kto ośmieliłby się zranić czy ściąć święte drzewo byłby srodze ukarany – niekoniecznie przez ludzi – także prze los. W przetrwałych do naszych czasów podaniach i legendach z różnych stron Europy często powtarzał się motyw odwetu ze strony świętych drzew – wzniesione z nich domy rychło padały ofiarą pożaru czy huraganu, ludzie używający sprzętów wykonanych z takiego drewna – ubożeli, żyli krótko, chorowali, nie pozostawiali potomstwa.
Zachowały się też przekazy o towarzyszącym ścinaniu świętych drzew wypadkach, jakim ulegali drwale przygniatani pniami czy wielkimi konarami, bądź sami raniący się toporami podczas zadawania drzewom ciosów. Nie pomagały nawet obrzędy poświęcania pogańskich ostępów przez asystujących wycince księży.

W niektórych miejscach w różnych krajach Europy do dziś dnia rosną stare drzewa – dęby, jawory czy jesiony nazywane „drzewami życzeń”. Podobno kto dotknie ich kory z wiarą wypowiadając swe pragnienie (najlepiej kiedy zapadła już noc, a księżyc jest w fazie nowiu) – nie będzie zawiedziony w oczekiwaniach. Szczególnie miłosnych czy rodzinnych – dobra moc tych drzew sprzyjała wzajemności uczuć i szczęśliwemu rodzicielstwu.
W parkach w pobliżu rezydencji starych rodów przetrwały drzewa uchodzące za opiekunów szlacheckich familii. Według tradycji posadził je ongiś pierwszy posiadacz dóbr. Jeśli stare drzewo wciąż rozrastało się i żyło – rodzina mogła być spokojna i ufnością patrzeć w przyszłość. Gdy – usychało, konary łamała wichura, a podczas burz często raziły je pioruny – martwiono się że familia wygaśnie.

Angielski historyk obyczajów i etnolog James Frazier przytaczał w swych książkach liczne przykłady drzew, których losy związane były z dziejami angielskich i szkockich rodów. W pobliżu Edynburga do dziś dnia mają swój zamek hrabiowie Dalhousie, wywodzący się od szkockich naczelników klanów. Na dziedzińcu przed dworem rośnie prastary dąb zasadzony w średniowieczu przez pierwszego właściciela zamku. Kiedy z tego świata schodzi najstarszy z rodu, noszący tytuł lorda drzew – nawet przy bezwietrznej pogodzie zrzuca konar (z wiosną zaczyna odrastać i wypuszcza nowe gałęzie).

Frazier odwiedził zamek na zaproszenie syna starego lorda, który studiował z nim w Oksfordzie. Obaj panowie przechadzali się w słoneczny, spokojny dzień po dziedzińcu. Naraz rozległ się głośny trzask i gruby, porosły zielonymi liśćmi konar, jakby odłamany dłonią olbrzyma spadł na ziemię… Obaj młodzi ludzie byli zdumieni i przerażeni tym co się wydarzyło. Szczególnie gdy z oficyny wyszedł stary gajowy i podszedłszy do syna właściciela zamku powiedział „Pan umarł teraz” – i skłonił się przed Dalhousem jako nowym lordem… Rzeczywiście, nie minęła godzina, a w zamku pojawił się konny posłaniec z żałobnym telegramem w dłoni. XI Lord Dalhousie zmarł nagle w Londynie – wspominał Frazier.

Opowieści o drzewach – opiekunach rodu znane były i w Polsce. Kto zwiedzał zamek w Niedzicy nad Zalewem Czorsztyńskim mógł zwrócić uwagę na potężny zabezpieczony przed zniszczeniem pień drzewa. To pozostałość dębu – rodowego drzewa jednej z arystokratycznych familii – Palocsayów dzierżących ongiś te włości. Zagłada dębu podczas gwałtownej burzy zbiegła się ze śmiercią ostatniego z tej linii rodu.

Niepotrzebnej i rabunkowej wycinki drzew broniły w ciągu wieków królewskie edykty. Zwyczajem było też sadzenie w miejsce wyciętych – nowych drzew. Kto – nawet będąc właścicielem – wycinał zbyt duże połacie lasu był wielce potępiany przez ludzi ze swej sfery. Znane były zapisy w szlacheckich testamentach, gdzie spadkodawcy zobowiązywali następne pokolenie do zachowania przez dziesięciolecia pewnych obszarów leśnych, a nawet pojedynczych potężnych, starych drzew. A przyjmujący spadek musieli wykonać ostatnią wolę – szacunek dla leśnych olbrzymów był powszechny tak wśród szlachty jak i prostego ludu – podobnie jak wiara, że niepotrzebne pozbywanie się starych drzew ściąga na sprawców rozmaite niepowodzenia.

Źródło: Portal Medycyny Naturalnej

Fot.: CC0 Creative Commons, Pixabay.com

Komentarze:
Przepisz tekst z obrazka:
PZOYG
O nas
Redakcja Portalu Medycyny Naturalnej
Aleja Korfantego 2
(1 piętro, wejście od tyłu budynku)
40-004 Katowice
tel.: 32 257 08 39, 602 483 699
email: kontakt@blizej-zdrowai-blizej-natury.pl

Redaktor naczelny: Halina Jurkowska
Znajdz nas
Zapisz się do newslettera i otrzymuj comiesięczną porcję wieści.